ZIEMBIANIE I GUDAŃCE w Newsweeku… Głośne „NIE!” dla dezinformacji polskich pacjentów.

Wywiady z ofiarami Jerzego Zięby

Jerzy Zięba zyskał tysiące fanów w całej Polsce. Są to często ludzie chorzy, którzy zetknęli się z kiepsko funkcjonującym systemem NFZ. Są to również osoby, które z góry skreśliły system zdrowia, biorąc pseudomedyczne teorie swojego guru za skuteczne terapie medyczne. Udało mi się porozmawiać z kilkoma ofiarami Jerzego Zięby oraz z ich rodzinami, które zgodziły się wystąpić nieanonimowo. Jakie są ich historie i co mówią o ukrytych terapiach Jerzego Zięby oraz o nim samym?

12359462_936797309739181_364286427_o     12351596_936797073072538_1882812986_o

Olej za tysiąc złotych

Niezwykle poruszająca jest historia Roberta Świątkowskiego, ojca który uwierzył informacjom propagowanym przez Jerzego Ziębę i postanowił „leczyć” swoją autystyczną córkę polecanymi przez znachora-biznesmena metodami. O sytuacji postanowił opowiedzieć, kiedy zorientował się, że metody promowane przez Jerzego Ziębę to oszustwo.

– Sam jestem ofiarą Jerzego Zięby i jego bliskich współpracowników. Znam też kilku pacjentów onkologicznych, którzy za jego radami rozpoczęli terapię olejami CBD i olejami RSO. Część z nich już nie żyje. Sam zgłupiałem do tego stopnia, że rozpocząłem „leczenie” córki z autyzmu przy pomocy THC zawartego w oleju RSO z marihuany – rozpoczyna Robert Świątkowski. Olej CBD to olej konopny bez narkotycznego THC. Olej RSO natomiast zawiera ten szkodliwy związek chemiczny. W sklepie od Jerzego Zięby olejek CBD kosztuje blisko tysiąc złotych za zaledwie 30 ml 10 proc. ekstraktu.

– Około trzy lata temu, zanim olej CBD stał się popularny, na topie był olej RSO. Jerzy Zięba zabłysnął wówczas na konferencji organizowanej przez Dorotę Gudaniec. Wymyślał teorie, z których wynika że olej RSO leczy raka, autyzm i wiele innych. Jednak odkąd Dorota Gudaniec zaczęła produkować oleje CBD, a Jerzy Zięba zaczął działać w ramach swojej Fundacji Polacy dla Polaków [zbiera ona darowizny charytatywne na oleje CBD, sprzedawane m.in. w sklepie firmowanym przez Jerzego Ziębę, a wcześniej także u męża Doroty Gudaniec, promocja rzekomej mocy leczniczej oleju RSO spadła, na rzecz oleju CBD – mówi.

12244128_928706173881628_12241388_n

Dorota Gudaniec to niszowa „sława” polskiej pseudomedycyny. Występowała na konferencjach z osobami ze środowiska Jerzego Zięby, jak i z samym Jerzym Ziębą.*

Robert Świątkowski kontynuuje. – Znam rodziny, które wysokimi dawkami oleju RSO „leczyły” dzieci. Znam rodziny, które także prowadziły terapie antyrakowe przy pomocy THC, wśród śmiertelnych ofiar są także dzieci. Pacjenci umierali, rodziny bankrutowały. Terapie promowane przez Jerzego Ziębę to było często minimum 20 tysięcy złotych na jednego pacjenta – wspomina mój rozmówca.

Tymczasem obroty Jerzego Zięby szybko rosły. Ten wyjątkowo nieetyczny proceder skutecznie napędzał klientów spółkom powiązanym z Jerzym Ziębą, należącym m.in. do jego obecnej partnerki, a wcześniej do niego samego (firmy przynoszą wielomilionowe zyski, od których nie odprowadzono uczciwie podatków).

Zapytałem, jaki jest bezpośredni związek tej sprawy z córką mojego rozmówcy. – Moja siedmioletnia, autystyczna córka była nafaszerowana THC z oleju RSO, bo jej ojciec uwierzył szarlatanowi. Takich dzieci było więcej. Bardzo mi dzisiaj wstyd. Współczesna medycyna nie proponuje tego, o czym marzą rodzice autystycznych dzieci, podczas gdy Jerzy Zięba dawał gwarancję wyleczenia albo przynajmniej poprawy w funkcjonowaniu dziecka. Obiecywał rozwinięcie mowy, ograniczenie agresji i samoagresji – odpowiada Robert Świątkowski.

Wlewy z witaminy C

Swoje przeżycia związane ze szkodliwą działalnością Jerzego Zięby, zdecydowała się opisać także Gabriela Wójcik. Historia dotyczy przyjaciółki rodziny, Aleksandry (imię zostało zmienione). – Aleksandra straciła swoją mamę bardzo wcześnie. Była zatem niesamowicie zżyta z mamą swojej przyjaciółki – Kasią. Kasia kilka lat temu zachorowała na nowotwór. Przyjmowała chemioterapię. Niestety, pojawiły się przerzuty do mózgu. Wtedy Aleksandra zainteresowała się twórczością Jerzego Zięby. Było to około trzy lata temu, kiedy Zięba nie był jeszcze taki popularny jak dziś, ale napisał już swoją książkę „Ukryte terapie” i mówił o leczeniu raka witaminą C. – wspomina.

Przyjaciółka rodziny Gabrieli Wójcik postanowiła podchwycić pomysły głoszone i promowane przez Jerzego Ziębę. – Aleksandra uznała, że leczenie raka witaminą C to genialny pomysł. Szczególnie, że Jerzy Zięba pisał ludziom, żeby nie brali chemioterapii, bo to ich zabije. Zorganizowała więc wyjazdy do lekarza z Rzeszowa, który za 70 zł wykonuje wlewy z witaminy C. Kasia nie była zbyt chętna na te wyjazdy, ale się zgodziła – mówi Wójcik. Warto tutaj dodać, że spora część środowiska biznesowego Jerzego Zięby funkcjonuje właśnie w Rzeszowie.

Na pomoc wnuczkowi

Brat mojej trzeciej rozmówczyni – Martyny Wilczek – ma zespół Aspergera. Jest to zaburzenie rozwoju psychologiczno-społecznego. Mieści się w spektrum autyzmu, ale objawia się lżejszymi problemami w codziennym funkcjonowaniu. Babcia Martyny Wilczek oraz jej brata, zafascynowana Jerzym Ziębą, postanowiła udać się do niego po pomoc w sprawie zespołu Aspergera wnuczka.

– Moja babcia opiekuje się moim bratem, który ma zespół Aspergera. Chcąc mu pomóc, interesowała się różnymi ziołami. Wgłębiała się też w medycynę alternatywną. Pewnego razu w aptece (tak, w aptece) polecono jej przeczytanie książki Jerzego Zięby – „Ukryte terapie”. Zaczęła wierzyć bezgranicznie w to, co opisuje Jerzy Zięba. Cały czas mówiła o witaminie C, wodzie utlenionej. Powtarzała, że szczepionki są szkodliwe. Zdarzało się nawet, że kupowała suplementy ze sklepu Jerzego Zięby – mówi Martyna Wilczek.

Ponieważ Jerzy Zięba stał się ogólnopolskim biznesmanem-celebrytą stosunkowo niedawno, wiele jego ofiar, co widać także po opisywanych przypadkach, złapało się w pułapkę pseudomedycyny dzięki książce Zięby „Ukryte terapie”. Jest to zrozumiałe, zwłaszcza w odniesieniu do osób starszych, które rzadziej korzystają z Internetu. Pseudonaukowa książka Jerzego Zięby okazała się bowiem bestsellerem. Można ją spotkać nawet w księgarniach PWN – Polskiego Wydawnictwa Naukowego, czy w publicznych bibliotekach.

Terapia nie przynosi efektów

Wróćmy do historii ofiar Jerzego Zięby. Jak dalej potoczyły się losy moich rozmówców i ich rodzin? Zapytałem Roberta Świątkowskiego – ojca autystycznej córki – jak doszło do bezpośredniego zetknięcia się z Jerzym Ziębą. – Pierwszy kontakt z Jerzym Ziębą miałem w roku 2014 lub 2015 na konferencji organizowanej przez Dorotę Gudaniec. Potem śledziłem relacje występów Jerzego Zięby w sieci, gdzie także wychwalał moce promowanych przez niego olejów. Była to dla mnie wówczas prawda objawiona, szansa na „wyleczenie” dziecka. Kolejne spotkanie było w Dublinie. Tam nie był już taki miły jak na początku, kiedy powiedziałem mu, że terapia nie przynosi efektów.

Robert Świątkowski opisuje też koszty terapii polecanych przez Jerzego Ziębę. – Na początku miesięczny koszt preparatów polecanych przez Jerzego Ziębę to były 3 tysiące złotych. Później prawie 5 tysięcy złotych na miesiąc. Po czterech miesiącach otworzyły mi się oczy. – dodaje. – Mój bliski przyjaciel pomimo kuracji cudownymi olejami promowanymi przez Ziębę zmarł na raka. Kropkę nad i postawił członek mojej rodziny. Wszystko mi wytłumaczył. Zorientowałem się, że w tym biznesie chodzi tylko o pieniądze, a nie o dobro ludzi.

Robert Świątkowski opowiedział też, jak jego córka reagowała na podawanie olejów z polecenia Jerzego Zięby. – Najpierw miałem wrażenie, że to działa. Jednak dostrzegłem, że córka zaczęła zachowywać się jak „miłośnik marihuany” – najeść się i spać. Po miesiącu pojawiła się większa samoagresja, pojawiły się kłopoty ze snem. Skonsultowałem się z Jerzym Ziębą, który skierował mnie do swoich pomocników. Stwierdzili, że preparat przestał działać i trzeba zwiększyć dawki, a tym samym więcej pieniędzy wydawać na te oleje. Obecnie córka nie dostaje żadnych suplementów, olejów CBD czy RSO. Powoli rozwija się u niej mowa, bez cudownych specyfików zachwalanych przez Jerzego Ziębę – kończy Robert Świątkowski.

Również babcia mojej trzeciej rozmówczyni, Martyny Wilczek, zorientowała się że Jerzy Zięba blefuje. – Babcia wciąż powtarzała to, co wyczytała w książce Jerzego Zięby. Tak było do czasu, kiedy postanowiła pójść na spotkanie jego fanów. Chciała zapytać go o suplementy diety dla osoby z zespołem Aspergera. Jednak Jerzy Zięba ciągle powtarzał to, co napisał w swojej książce – nic więcej. Większość czasu poświęcał też na przekonywanie zgromadzonych do kupowania swoich książek i suplementów. Była również mowa o strukturyzatorze wody [urządzenie, które rzekomo „strukturyzuje” wodę za 2500 zł do kupienia w sklepie promowanym przez Jerzego Ziębę]. Wszystko można było kupić na miejscu! Dla niego to była reklama – mówi Martyna Wilczek.

Moja rozmówczyni opisuje dalej: – Kiedy babcia zapytała się na końcu spotkania o zespół Aspergera, otrzymała jedynie odpowiedź, że lekarstwem jest olej CBD [kosztujący blisko tysiąc złotych za 30 ml, tak jak w przypadku córki Roberta Świątkowskiego – przyp. red.]. Babcia była mocno rozczarowana. Zauważyła w końcu, może częściowo dzięki mnie, że temu człowiekowi nie zależy na rzeczywistym pomaganiu i leczeniu, tylko na zarabianiu na osobach chorych czy zdesperowanych. Jego wiedza ogranicza się do tego, co opisał w swojej książce. Sam nie jest w stanie niczego wytłumaczyć ani doradzić nic sensownego – opowiada.

Niestety mniej szczęśliwie potoczyła się historia relacjonowana przez Gabrielę Wójcik. – Stan Kasi [chorej na nowotwór] zaczął się bardzo szybko pogarszać. Lekarz rodzinny, u którego była, zapisał jej glukozę na wzmocnienie. Kasia zmarła po kilku tygodniach. Aleksandra [bliska przyjaciółka rodziny – przyp. red.] do dziś twierdzi, że to była przyczyna śmierci – glukoza – bo „rak żywi się cukrem”. Okazało się, że bezpośrednią przyczyną zgonu była niewydolność nerek – jak nietrudno się domyślić, był to m.in. skutek podawania witaminy C w gigantycznych, zalecanych przez Jerzego Ziębę, dawkach – mówi.

Nowi guru

– Aleksandra nie przyjęła do wiadomości bezpośredniej przyczyny zgonu. Do dziś oskarża onkologów i lekarza rodzinnego, że zabili Kasię „chemią” i „glukozą”. Mimo to, z czasem odwróciła się od ruchu Jerzego Zięby i znalazła nowego guru – pana Jana Pokrywkę z Kłodzka. Aleksandra zgłosiła się do niego ze względu na lekki niedowład w dłoni po wypadku. Pokrywka ma ją ponoć wyleczyć akupunkturą, suplementami (oczywiście ze swojego sklepu) oraz wlewami z witaminy C. Zrobiłam poszukiwania na własną rękę i okazało się, że jest lokalnym działaczem partii Wolność [Janusza Korwina-Mikkego]. Uważam, że za jakiś czas może stać się równie niebezpieczny, jak Jerzy Zięba – opowiada.

Problem szarlatanów i paramedycznych oszustów nie ogranicza się wyłącznie do Jerzego Zięby. To jemu udało się zrobić karierę na głoszeniu pseudonaukowego fałszu, ale jego sukces pociągnął za sobą całą lawinę – póki co głównie niszowych – pseudolekarzy samozwańców.

Działalność Jerzego Zięby opiera się o stosunkowo prosty mechanizm. Należy wzbudzić wśród ludzi poczucie, że medycyna oparta na dotychczasowych dowodach nie działa. Nietrudno to zrobić, ze względu na niejednokrotnie nieprzyjemne doświadczenia pacjentów z NFZ (choć pamiętajmy, że i tak sytuacja w służbie zdrowia regularnie ulega poprawie) oraz fakt, że nie żyjemy w utopijnym raju, gdzie na każdy problem mamy wygodne i całkowicie skuteczne, medyczne rozwiązanie.

Kiedy już ofiara głoszonych przez Ziębę pseudomedycznych teorii spiskowych połknie haczyk, staje się idealnym klientem. W akcie rozpaczy kupuje bardzo drogie parafarmaceutyki, takie jak olej CBD (prawie 1000 zł za 30 ml 10-proc. ekstraktu), burak w tabletkach (95 zł za 9 gramów) czy strukturyzator wody (za 2500 zł). Później, gdy jej stan się pogarsza, obwinia o to lekarzy. W końcu przy skrajnie już posuniętej chorobie pacjent trafia do szpitala, a tam często umiera przez brak wcześniejszego, prawidłowego leczenia. Niestety bywa, że wrażenie rodziny jest następujące: bliski trafił do szpitala i szybko zmarł. Obwiniani są lekarze i medycyna oparta na dowodach. Brakuje refleksji, że bliski zmarłby również gdziekolwiek indziej – nie przez lekarzy, ale brak wcześniejszej pomocy.

Autor: Łukasz Sakowski

Obraz 006ok

Biolog, popularyzator nauki, autor bloga naukowego www.totylkoteoria.pl

https://www.totylkoteoria.pl/2015/06/kim-jestem.html

Źródło: Newsweek.PL:

http://m.newsweek.pl/polska/spoleczenstwo/ofiary-jerzego-zieby-opowiadaja-pod-nazwiskami-o-jego-terapiach,artykuly,432096,1.html?utm_source=fb&utm_medium=social&utm_campaign=fb_nw

NW-logo-nowe

Komentowanie jest wyłączone